Gruszki

Gruszki

Łukasz Wierzbicki

Luka w prawie jest wtedy, gdy litera prawa nie odzwierciedla ducha prawa.

Pieczyska 2019

W dniach 1 - 4 maja 2019 roku byłem na wyjeździe do Pieczysk organizowanym przez kościół zielonoświątkowy w Bydgoszczy.

Ponieważ bardzo chciałem widzieć znaki tam, gdzie ich nie było, spodziewałem się, że na tym wyjeździe poznam swoją przyszłą dziewczynę. To się nie stało. Ale stało się coś innego.

W moim pamiętniku napisałem:

Czy to będzie wyjazd, który zmieni wszystko?

Zobaczmy.

Pierwszego dnia były różne zabawy integracyjne. Jedną z nich było pisanie na karteczkach miłych rzeczy o każdym uczestniku.

Ja przyszedłem później. Napisałem o ludziach miłe rzeczy, a ludzie napisali je mi.

Karteczki były anonimowe. A jednak, gdy wyszliśmy na plac zabaw, dziewczynki: Oliwia i Inez podziękowały mi za to, co im napisałem. Bardzo to było miłe i porozmawialiśmy sobie trochę, co również było miłe.

Dużo bawiłem się z dziećmi. Nie ingerowałem. Obserwowałem. Chciałem się nauczyć. Jezus zalecał żeby się uczyć od dzieci. Dziwię się, że inni tego nie robią. A może już mają dorosłe dzieci i się napatrzyli.

Zauważyłem, że jestem sztywny. Mój spokój graniczył z obojętnością. Nie byłem w stanie mówić tego, co chciałem. Myślałem sobie "Boże! Proszę, otwórz mnie, bo jestem zamknięty jak puszka sardynek."

Na jednej z karteczek miałem napisane, że mam duży boży potencjał. Ale ja nie chciałem żeby to był tylko potencjał. Chciałem żeby on się ujawnił i zmienił w czyn.

Drugiego dnia szukałem z Karoliną bankomatu. W drodze powrotnej zauważyła pomnik papieża. Spytała mnie, czy uważam, że to jest bałwochwalstwo. Chciałem powiedzieć, że nie będę tego oceniać, ale coś mi nie wyszło i rzekłem "No, jak ktoś się do niego modli..."

Potem napisałem w pamiętniku tak:

edit 14:47

Dzieci przestały się mną interesować. Jest mi smutno. Dużo mi dały i z pewnością oczekują, że dam im z powrotem coś, czego nie jestem w stanie im dać. Ja też chciałbym im to dać, ale nie wiem, jak.

Przeraża mnie mój konformizm. Dyplomatyczny do zrzygania. Adam poczęstował mnie żelkami, ale odmówił Inez. Nie chciałem w takiej sytuacji jeść, ale nie chciałem też obrazić Adasia. Nie wiedziałem, co mam zrobić. W końcu wziąłem żelkę.

Po chwili Adam poczęstował Oliwię. A ona na to

"Jak nie dasz Inez, to ja też nie chcę. Bo ja i ona to jedno."

edit 18:43

Płakałem. Płakałem, bo czułem się sztywny, obojętny i bez emocji. Ciągle skrywam. Skrywam to, co myślę, czuję i robię. Nawet przed samym sobą. Dlatego często nie wiem, czego chcę. Mam mnóstwo zahamowań.

Wieczorem graliśmy w różne gry. Było 5 sekund. Trafiło mi się pytanie "Wymień trzy podzespoły komputera." Bez zająknięcia wypaliłem: "Pamięć RAM, procesor i płyta główna". A poszło mi to tak gładko, że ludzie byli zdumieni.

Graliśmy też w kalambury.

Trzeciego dnia rano doszedłem do wniosku, że nie uniknę mówienia głupot zamykając się, a już o 9:27 zanotowałem w swoim pamiętniku, że zacząłem się otwierać.

Potem zrobiłem coś, czego zwykły człowiek by nie zrobił. Graliśmy w taką grę: Każdy miał powiedzieć, czego nigdy w życiu nie robił, ale dwa stwierdzenia miały być kłamstwem, a jedno prawdą. Więc np. mogłem powiedzieć "Nigdy nie pisałem notki" i było by to kłamstwo, albo "Nigdy nie byłem w Paryżu" i byłaby to prawda.

Ja powiedziałem takie trzy rzeczy: "Nigdy nie uprawiałem seksu. Nigdy nie waliłem konia i nigdy nie byłem w Izraelu."

I ludzie dalej chcieli ze mną rozmawiać, podawać mi rękę itp. Słyszałem o różnych kościołach, że ludzie bywają zafiksowani na punkcie zasad, że mają zahamowania, że potępiają i są pruderyjni.

Ale nie tutaj.

Potem pilnowałem dzieci w piaskownicy. I gdy chłopcy zaczęli się bić, to ich rozdzieliłem. Spowodowało to, że zacząłem się zastanawiać. W przypadku starszych dzieci łatwo mi było zaakceptować, że są za siebie odpowiedzialne i nie wtrącać się w ich decyzje.

A trzylatek? Czy też jest odpowiedzialny? A jak wydłubie dziewczynce oko? A jak obsypie ją piaskiem? Czy rodzic nie powinien wyznaczać granic?

I doszedłem do wniosku, że przecież i tak nie da rady pilnować dziecka 24 godziny na dobę. Ono i tak będzie miało wolność. A zabraniając wszystkiego tylko tracimy autorytet i prowokujemy dziecko do robienia jeszcze większych głupot, bo będzie chciało się wyszaleć póki mamy nie ma.

A granice każdy powinien wyznaczyć sobie sam. Jeśli dziewczynce nie podoba się, że ktoś ją sypie piaskiem, to jest to jej zadanie aby się sprzeciwić. Rodzic powinien być jak sędzia. A sędzia się nie wtrąca. On działa dopiero, gdy ktoś przyjdzie do niego.

Bawiliśmy się też w grę "Jak mnie kochasz, to się uśmiechnij." Polega to na tym, że siadamy w kółko i jedna osoba mówi do osoby obok: "Jak mnie kochasz, to się uśmiechnij." a ta druga odpowiada "Kocham cię, ale nie mogę się do ciebie uśmiechnąć." i jeśli się przy tym uśmiechnie, to przegrywa.

Zależało mi na tym żeby zostać na koniec sam na sam z Oliwią i uśmiechnąć się, gdy powie "Łukasz, jak mnie kochasz, to się uśmiechnij". Jednak wahałem się i popsułem efekt.

To prawda, że kocham Oliwię. Ja ogólnie lubię ludzi. Z resztą, w tym gronie nikt nie miał problemu żeby powiedzieć do osoby obok "kocham cię". Odkrywam jednak, że uczucia są różne. Mają różny odcień i natężenie.

Graliśmy też w kalambury. I odkryłem ze zdumieniem, że już nie czuję się zażenowany ani skrępowany. W ramach rozgrywki można było albo pokazywać, albo mówić, albo rysować. Jedna osoba w mojej drużynie powiedziała, że ja w mówieniu jestem najlepszy. Był to trafny komplement, gdyż po cichu uważam się za mistrza słowa.

edit 22:27

Otworzyłem się i pozostaję otwarty. Bardzo mi się to podoba. Teraz nawet gdy się nie odzywam, to wiem, że mogę.

A wieczorem była ankieta, co się nam podobało na tym wyjeździe, a co nie. Ponadto ludzie mówili swoje świadectwa. Bardzo były ciekawe.

Jest czwarty dzień rano. Godzina 7:00. Zastanawiam się, czy tak jak co dzień, o 8:00 będzie rozgrzewka. Chciałem napisać na grupie "Ej, czy jest zbiórka o 8?" jednak nie napisałem. Źle się z tym czułem. Uważałem, że to moja wina, że na ćwiczeniach byłem tylko ja i Waldek. Pomyślałem sobie, że nie chcę się znowu zamykać.

Gdy wracałem do domu, znowu przyszedł dobry nastrój i pomyślałem sobie "Ale fajnie. Jedziemy do domu."

Jest kilka rzeczy, o których nie napisałem. W pokojach było zimno, a miękkie łóżko sprawiło, że bolą mnie plecy. Jednak nic sobie nie odmroziłem, a plecy bolą mnie tylko po lewej stronie.

Podsumowując, nie zamieniłbym tego wyjazdu na nic innego. Był to drugi najszczęśliwszy okres w moim życiu, zaraz po wycieczce do Izraela, na której byłem krótko po nawróceniu się. I wierzę, że zmiana, jaka się dokonała, będzie trwała.

Czy ten wyjazd zmienił wszystko? Ten wyjazd zmienił dużo. Otworzyłem się. Zachowuję się inaczej. Czuję się lepiej. Poznałem ludzi, dzięki którym nie jestem już w centrum wszechświata, lecz jestem jedną z wielu gwiazd w galaktyce.

System edukacji

Kiedyś miałem takie zdanie na temat szkół: [...]

Poszedłem do sklepu po bułki

Mogłoby się wydawać, że jest to niezbyt ciekawy temat na notkę. Nic bardziej mylnego. A było tak. [...]

O przezwyciężaniu nawyków

Od paru miesięcy moje życie się zmienia. Bóg walczy wraz ze mną na różnych frontach. Zmienia mi nawyki. Podczas tych potyczek doszedłem do pewnego ważnego wniosku. Mógłbym sam do siebie powiedzieć tak: [...]

Wszędzie ten Bóg

Ludzie lubią wszędzie widzieć Boga. Albo nie widzieć go nigdzie. Ja należę do tych pierwszych, ale staram się bardzo być po środku. Nie jest to łatwe. A to z pewnego powodu, który się zaraz ujawni. [...]

Zerwanie z przeszłością

Siedem lat temu napisałem notkę o radości, w której się zastanawiałem, czy może istnieć chrześcijanin, który się nie cieszy. [...]

Wszystkie wpisy